czwartek, sierpnia 11, 2016

#SARANDA ALBANIA







Piękne widoki? Błękitna woda? Palmy? To nie wszystko! Albania potrafi zaskakiwać , chcecie dowiedzieć się czegoś więcej?


Witam Was cieplutko w kolejnym poście. Dziś przyszedł czas na obiecany post z wakacji w Albanii. Uprzedzam Was, że będzie dużo zdjęć, ale również dowiecie się jak spędziłyśmy wakacje no i oczywiście nie obędzie się bez paru ciekawostek na temat tego miejsca. Ciekawi? 
Zapraszam Was do dalszej części tego posta! 




PODRÓŻ 

Miło, szybko i przyjemnie? Tak mogłoby się wydawać. Kiedy usłyszymy, że czekają nas tylko dwie godzinki samolotem. W rzeczywistości jednak wygląda to troszkę inaczej. Jak dobrze wiecie odprawa samolotowa trochę trwa, na lotnisku trzeba być dwie godziny przed planowym odlotem. Samolot mieliśmy około 4 w nocy więc na lotnisku musieliśmy być około 2. Odprawę przeszliśmy szybko i pozostało tylko czekać na samolot. Wylot mieliśmy planowo, o 6 rano (na Grecki czas o 7) byliśmy już na Greckiej wyspie Korfu. Z lotniska mieliśmy transfer do portu, a tam kolejna odprawa, ponowne przekroczenie granicy tym razem GRECJA -> ALBANIA. Prom był o 8 a o 10 rano przywitał nas w końcu krajobraz Sarandy, pięknego kurortu w Albanii.  Ten widok zapierał dech w piersiach. Z portu w Sarandzie zawieziono nas do hotelu Serxhio. :)




HOTEL

Hotel Serxhio od razu zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Mały, przytulny, a przede wszystkim czysty! Obsługa BARDZO miła i pomocna, mieszkając tam czułam się jak w domu. Wszyscy w hotelu mówili biegle po angielsku więc nie było żadnych problemów z dogadaniem się. Pokoje bardzo ładne i wygodne, każdy wyposażony w klimatyzacje, lodówkę, TV i to co spodobało mi się najbardziej... czyli Balkon z widokiem na błękitne morze Jońskie! Pisząc o hotelu muszę wspomnień również o wyżywieniu. My mieliśmy zapewnione śniadania i obiadokolacje. I tutaj chyba było największe zaskoczenie. Jedzenie było naprawdę pyszne! Śniadania mieliśmy w formie szwedzkiego stołu a wybór był naprawdę duży. Każdy znalazł dla siebie coś dobrego. Obiadokolacje za to były serwowane, pięknie podane i również bardzo smaczne! Na początku zawsze była podawana zupa krem, codziennie inna i codziennie pyszna, jak nie lubię zup tak w tych się zakochałam! Na drugie danie zawsze było coś innego... pieczona ryba z grillowaną cukinią, szaszłyki, spaghetti... w jeden dzień serwowali mule, i w tym właśnie jedynym dniu nie zjadłam obiadu :D Nie moje smaki... na deser przeważnie podawano świeże owoce. Obiadokolacje mieliśmy serwowane o godzinie 19 co wiązało się z codziennym jedzeniem przy zachodzie słońca. Cudowny widok z tarasu. <3



OKOLICA

Po całym zakwaterowaniu, była godzina 12 co wiązało się z tym że od jakiś 30 godzin jesteśmy na nogach. Czy poszliśmy spać? Nie! Odłożyliśmy tylko walizki i ruszyliśmy w miasto! Miasteczko zrobiło na nas duże wrażenie, wzdłuż ulic wysokie palny, owoce na drzewach, cytryny, banany, świetny widok. Warto wspomnieć również, że jadąc na wakacje do Albanii musicie być psychicznie przygotowani na widok strasznej biedy i żebrających ludzi, zarówno dorosłych jak i dzieci. Idąc przez miasto można zobaczyć mnóstwo dzieci leżących na chodniku z wyciągniętą ręką. Ten widok na pewno do przyjemnych nie należy. 
Co mogę Wam powiedzieć o samym miasteczku...? Saranda jest malowniczym miastem górzystym. Są tam cztery główne ulice na czterech różnych wysokościach. Na pierwszym "poziomie" jest promenada. Restauracje, kluby, atrakcje dla turystów, sklepiki z pamiątkami itp. Jednak kiedy wejdziemy już na ulice wyżej, zobaczymy całkiem inny świat, znajdziemy tam ogromny targ ze świeżymi owocami, wąskie uliczki, stare budynki i kilka sklepów. Na trzeciej wysokości możemy zobaczyć jak naprawdę żyje się w Albanii. A że my poszłyśmy tam wieczorem to miałyśmy pełny obraz tego życia, bo jak wcześniej zapomniałam wspomnieć miasto budzi się dopiero po zachodzie słońca, kiedy to temperatura powietrza pozwala na wyjście z domów. Graliście kiedyś w GTA? Większość pewnie tak, a reszta na pewno kojarzy tę grę. Na "trzecim poziomie" w Sarandzie było niemal tak samo. Na ulicach same najnowsze, Mercedesy, Porshe, Jaguary... wszystko oczywiście w najnowszej i najmocniejszej wersji. Przy obskurnych blokach stoją grupki, opalonych Albańczyków, każdy bez koszulki a złoty łańcuch to podstawa. Bose, brudne dzieci grające w piłkę przy ulicy... inny świat. Raczej nie zbyt przyjemny dla turystów a szczególnie nocą! Na poziom czwarty nie wchodziliśmy! :) Im wyżej tym groźniej, zażartowałyśmy z Anią że tutaj pewnie każdy chodzi z nożem w kieszeni, później byłyśmy świadkiem jednej nie miłej saturacji i uświadomiłyśmy sobie że to nie żart tylko tak jest naprawdę.

















PLAŻA

W Sarandzie tak jak w każdy innym kurorcie mamy plaże prywatne/ hotelowe i publiczne. Co warto wiedzieć? Nie wytrzymacie na na tak mocnym słońcu bez parasola nawet godziny. Leżaki i parasole to podstawa! Na plażach publicznych możemy wykupić sobie dwa leżaki z parasolem za 200 lek na cały dzień. Przeliczając na nasze pieniążki to jakieś 7 zł, to naprawdę nie majątek a warto w coś takiego zainwestować :) na plażach prywatnych cena leżaków będzie oczywiście wyższa. Za taki komplet jak pisałam wcześniej na plaży prywatnej zapłacimy 500 lek to jakieś 18 zł. To również nie jest majątek więc można sobie pozwolić i nie męczyć się na ręczniku i kamieniach. Plaże są kamieniste, za to woda jest bardzo czysta, przejrzysta, błękitna i ciepła. Jadąc do Albanii polecam mieć buty do wody które będą chronić nasze stopy przed kamieniami i jeżowcami które również znajdziecie na dnie morza. :) Czym się różni plaża publiczna od prywatnej? Na plaży prywatnej na pewno jest czyściej i nie ma żebrających dzieci o których pisałam wcześniej. Żadnych innych różnić nie zauważyłam!




  


  





  

 PIENIĄDZE ALBŃSKIE/CENY

W Albańskich sklepach zapłacimy tylko lekami. To waluta którą możemy dostać tylko w tamtejszych kantorach. W Polsce raczej nie znajdziecie kantora Z Albańskimi pieniędzmi. Wyjeżdżając tam na wakacje musicie zaopatrzyć się w euro aby później je wymienić na leki. :)
Ceny w sklepach i kawiarniach są niskie. Pamiętam, że za trzy kawy mrożone i jedno espresso zapłaciliśmy 500 lek tj. 17, 50zł porównując, we Wrocławiu w Starbucksie zapłaciłyśmy z Anią około 36 zł za dwie kawy mrożone. Pieczywo, słodycze, kawa... wszystko jest w niższych cenach :)


OGÓLNE WRAŻENIE

Piękna pogoda, niesamowite widoki, błękitne, cieplutkie morze, świetna atmosfera, inna kultura, nowe doświadczenia! Idealnie. WAKACJE ŻYCIA! :)

1 komentarz:

Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania :)
Dziękujemy, że jesteście :)